WZORY

Mission acomplished Projekt zakończony! Poznałam 12 wspaniałych osób, powstało 12 zdjęć do dyplomu. Wszystkim, z którymi udało mi się spotkać bardzo dziękuję. (…) 

Te słowa, opublikowane kilka dni temu na facebooku, jak klamra spięły wiele miesięcy pracy, które Julia Kaczorowska, studentka 3 roku fotografii na Uniwersytecie Warszawskim, poświęciła na swój projekt fotograficzny. Projekt niezwykły po wieloma względami, ale nam bliski przede wszystkim z jednego powodu – bohaterami portretów Julii są ludzie, którzy na skórze mają wzory namalowane bielactwem.

 

Zarys wzorów 

Nie pamiętam tego, ale pierwsze plamy pojawiły się u mnie w wakacje, kiedy miałam cztery lata – wspomina Julia – najpierw były łokcie i kolana, potem stopniowo plam było coraz więcej. Naturalnie rodzice szukali pomocy i podejmowali próby leczenia, ale kiedy po dłużnym czasie terapia nie przynosiła żadnych skutków zaprzestali. Dla małej dziewczynki, tych kilka „łatek” na ciele nie stanowiło problemu, jednak dla dziewczyny, która wchodziła w okres dojrzewania owszem. W wieku 11 – 13 lat plamy pokrywały już niemalże całe łydki i kolana, łokcie, dłonie, szyję, skórę koło oczu.  Na plaży leżałam tak, by nikt nie widział moich nóg – mówi Julia. Kiedyś za to zdarzało się nauczycielce pomylić bielactwo Julii z awangardowym makijażem. Rówieśnicy jednak nigdy nie sprawiali jej w związku z tą „odmiennością” przykrości. Z biegiem czasu, Julia przywykła do swojego wyglądu Dziś vitiligo jest dla mnie tak naturalne jak dla kogoś to, że ma blond włosy czy brązowe oczy, jasną lub ciemną karnację - podsumowuje. Ale proces godzenia się ze skórą we wzory trwał długi czas. Mimo, że pozornie było inaczej. 

 

Metoda na wzór 

 

Dopiero teraz mogę powiedzieć, że całkowicie zaakceptowałam moje bielactwo. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że nastąpiło to już na początku liceum, ale gdy teraz patrzę wstecz, przypominam sobie, że jeszcze rok temu nie chciałam założyć krótkich spodenek, by nie odsłaniać nóg. Irytował mnie spojrzenia zaciekawionych ludzi. To wszystko w dużej mierze zależało od mojego humoru – analizuje fotografka. Dziś mówi, że wie, że szkoda życia na skomplikowane terapie czy rozważania, czemu jest tak a nie inaczej. Mówi, zgodnie z prawdą:  ta choroba nie sprawia fizycznego bólu, a ból psychiczny to tylko kwestia nas i naszego nastawienia.   I podsumowuje – Choć nie spodziewałam się takiego efektu dopiero realizacja mojego projektu fotograficznego pozwoliła w 100% uporać się z tym, że moja skóra nie jest w tym samym odcieniu. Niektórzy powiedzą „łatwo Ci mówic” bo nie mam plan ma środku twarzy, ale poznałam takich, którzy je mają a nadal są w stanie z tego żartować i uczynić swój atut. 

 

Wzór na fotografię 

Zaczęło się banalnie, jeszcze w gimnazjum od uwieczniania kwiatków i znajomych na kliszy analogowego aparatu, należącego do taty fotografa. Potem była lustrzanka, bo tata dostrzegł potencjał.  Aż w końcu po latach przyjaźni z fotografią, przyszedł czas na decyzję o studiach. By połączyć pasję do pisania z pasją do fotografii padło na fotografię prasową, reklamową i wydawniczą w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Może nie są to studia, które zapewnią mi świetlaną przyszłość, ale chciałam w końcu chodzić na zajęcia, które mnie interesują i mieć poczucie, że poświęcam czas na moją pasję, a nie marnuję kolejne godziny na przedmiotach, które mnie nudzą – tłumaczy Julia.  3 lata później z połączenia miłości do fotografii i tego, że okazało się, że w bielactwie można zauważyć coś więcej, niż tylko sklasyfikowaną jednostkę chorobową, powstał niezwykły projekt. Projekt, będący wnikliwym studium człowieka, jego odmienności i tego, że może być i jest ona piękna i do zaakceptowania. Przede wszystkim przez siebie samego. 

 

Wzór na „Wzory” 

Choć zamknięcie bielactwa w kadrze fotografii było w planach już od dawna, dopiero wczesną jesienią 2014 roku powstało pierwsze zdjęcie dedykowane vitiligo. Był to autoportret, ponoć nieudany.  Początek roku akademickiego był też czasem na podjęcie decyzji o temacie pracy licencjackiej. Któregoś razu, pod przysłowiowym prysznicem, oświeciło mnie – po co szukam tematu na licencjat tak daleko, skoro jest dosłownie na wyciągnięcie ręki? – wspomina. I nagle okazało się, że przestrzeń wokół, przede wszystkim ta wirtualna, wypełniona jest ludźmi takimi jak ja. Sama nie znała jeszcze nikogo z bielactwem, ale pozytywnie zaskoczyło ją poczucie wspólnoty ludzi z vitiligo. Posty na wielu stronach rozpoczynały się od „Hi my new vitiligo Family” “hello my friends” . Pod #vitiligo na Facebooku, forach internetowych, Instagramie kryły się setki zdjęć ludzi „w wzory” i jasne było, że te zdjęcia nie są po to, by pokazać, „popatrz jak mi źle”, ale po to by zawołać „hej, jestem super!”. Po godzinach wertowania stron i portali wniosek był jeden - byłam tym oczarowana! W szczególności zdjęciami Czarnoskórych, których plamy wyglądają niezwykle pięknie i są przy tym fotogenicznie.  Julia zauważa jednak: Niestety, jest kolosalna różnica między takimi grupami w Polsce a za granicą. W Polsce służą one głównie narzekaniu, wypłakaniu, są pełne porad jak zatuszować swoje plamy, podczas gdy ogólnoeuropejskie czy ogólnoświatowe grupy, są za to pełne pozytywnych wpisów. Wtedy zdecydowała, że chce pokazać tym, dla których bielactwo to koniec świata, że można na to spojrzeć z innej strony.

 

Wzór na ludzi 

Skoro był już cel trzeba było zacząć działać. Z pomocą znów przyszły media społecznościowe: Założyłam wydarzenie na Facebooku, a jako region zaznaczyłam całą Europę. Poprosiłam  Association Francaise du Vitiligo o udostępnienie wydarzenia na ich fanpage’u… I ruszyło. Zaczęli odzywać się do mnie ludzie z różnych rejonów Polski, ale i świata – Anglia, Szwecja, USA, Francja, Białoruś, a nawet… Pakistan. Julia od początku wiedziała, że ten projekt jest ważny, ale to jak bardzo dotarło do niej po osobistej wiaodmosci jaką otrzymała od Florence, 59 letniej Francuski, zmagającej się z bielactwem od ponad 40 lat.

 

Co za uczucie ulgi, zobaczyć teraz młode kobiety, które pokazują zdjęcia swojego bielactwa, to „zmniejsza” naszą chorobę i pokazuje, że nie jesteśmy sami. Mogłabym pisać Ci o bielactwie godzinami, jest to postęp, wcześniej nie byłam w stanie zacząć tego tematu bez poczucia smutku. Dlatego cieszę się, że Cię poznałam – to kolejny krok na przód. W załączniku zdjęcia, które zrobiła mi wczoraj córka w stroju kąpielowym. Jest to również gest, na który nie odważyłabym się wcześniej.

 

I tak właśnie w życiu Julii zaczęli pojawiać się bohaterowie portretów - ludziach we wzory. Jedni na chwilę, by kontakt urwał się po jednym mailu a inni na dłużej, by móc zmieć swoje życie. Czarnoskóra Ticya, jeszcze rok temu nie wychodziła z domu bez dokładnego zasłonięcia swoich plam. A, jako, że ma je na całym ciele, wiązało się to z noszeniem golfów, bluzek z długim rękawem. Czasem z niewychodzeniem z domu wcale. W pewnym momencie jednak zrozumiała, że to nie ma sensu. Dziś jej sytuacja obróciła się o 180 stopni – założyła fanpage, na którym, prócz promowania siebie, jako artystki i tancerki, promuje też bielactwo –opowiada Julia. Cały projekt finansowany był ze studenckiej kieszeni, mimo to jednak udało się na kilka dni wyjechać do Paryża i tam uwiecznić nie tylko Francuski, ale także Brytyjkę, mieszkankę Karaibów i Wybrzeża Kości Słoniowej. Przez cztery dni większość czasu z moim chłopakiem spędziliśmy w paryskim metrze, przemieszczając się z jednego końca miasta na drugi. Niektóre osoby przyjeżdżały do miejsca, gdzie się zatrzymałam, innych musieliśmy odwiedzić w ich mieszkaniu. Jeździliśmy na dalekie przedmieścia z całym sprzętem, wchodziliśmy do mieszkań obcych ludzi, imigrantów. Wszyscy byli bardzo pomocni i pozytywnie nastawieni do projektu – wspomina Julia. 

Ostatecznie projekt to 12 portretów – 9 kobiet i 3 mężczyzn. W różnym wieku, różnego pochodzenia, z różnym podejściem do swoich wzorów na skórze, dla jednych był to przełom dla innych przygoda. Każdy jednak niesie ze sobą przesłanie, że odmienność nie jest zła, że może inspirować. W czasach, kiedy z jeden strony uśmiecha się do nas z bilbordów piękna twarz Winnie Harlow – modelki z bielactwem, a z drugiej słyszmy historię Kabuli z Tanzanii, która podobnie jak inne albinoskie dzieci żyją w Afryce w ciągłym zagrożeniu, to przesłanie jest szczególnie ważne. Nazwisko Winnie przewijało się bardzo często w naszych rozmowach podczas zdjęć. Tytuły artykułów sugerujące >> modę na bielactwo<< są krzywdzące, bo dla nas to nie moda, która z natury rzeczy pojawia się i przemija, dla nas to codzienność, do tego nie dla wszystkich prosta, ale cieszę się, że odniosła sukces i coś zmieniła. Co do albinosów w Afryce, to co tam się dzieje, jest niedopuszczalne, ale my także nie możemy zapominać, że ludzi z bielactwem nabytym nie cierpią fizycznie, podczas gdy albinosi zmagają się z wieloma problemami zdrowotnymi.

 

Wzór na przyszłość 

Co będzie po dalej? Po obronie? Na pewno długa podróż nie wiadomo gdzie, wiadomo za to, po co – chcę zastanowić się, poszukać. Na pewno będę kontynuować też projekt vitiligo. Potem mam nadzieję praca w redakcji. Może u Martyny Wojciechowskiej – uśmiecha się Julia. Podoba mi się to, że łączy pasję z pracą, a dokument „Ludzie Duchy”, za który odebrała niedawno nagrodę w Nicei, jest mi szczególnie bliski.  Teraz jednak najważniejsze to obronić się w terminie i mam nadzieję wystawić moje prace. Cały czas szukam miejsca, gdzie mogłabym to zrobić.

 „Wzory” to projekt bardzo ważny, niosący ze sobą przesłanie, że w dobie gładkich ciał, jednolicie opalonych w programie do edycji zdjęć, zapominamy, że piękne jest to, co jest prawdziwe, co codziennie widzimy na ulicy, w windzie, w sklepie. Julia nie ukrywa swoich marzeń związanych z projektem, ale z jej wypowiedzi jasno też wynika, że jest realistką: trzeba oddzielić moje marzenia od rzeczywistości. Wątpię, aby jeden projekt dziewczyny z Warszawy zmienił kanony piękna. Nie oczekuję rewolucji. Wystarczy jednak, że kilka osób poczuje się dzięki niemu lepiej, odważy się wyjść na ulicę z odsłoniętymi plamami, że jakiś Pan już nie cofnie ręki na powitanie, gdy zobaczy plamy na dłoni.

 

P.S.

Już po zakończeniu pracy nad tekstem dotarły do nas dobre wieści od Julii:

 

"Mam miejsce na wystawę! na razie bardzo krótką, bo tylko związana z obroną. Wernisaż o 18:00 w sobotę 18 lipca w Pracowni Duży Pokój w Warszawie przy Wareckiej 4/6 "

 

Zatem do zobaczenia na wernisażu.

przygotowania-WZORY
przygotowania-WZORY1
Kolaz-duzy

 

nie musisz być idealną,
żeby być piękną!

Ewelina Kopic

Ta strona używa Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania - politykę prywatności. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie. Zgadzam się