Być "NAJ"...

Autor:
Photo credit: [Daniela Brown Photography] / Foter / CC BY-ND Photo credit: [Daniela Brown Photography] / Foter / CC BY-ND

Czy zdarza ci się nieustannie rozmyślać o popełnionym błędzie? Rzadko jesteś z siebie zadowolona i zawsze znajdziesz „ale”, które można ulepszyć?

Już sam tytuł mojej książki „Przekleństwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej”, sugeruje że perfekcjonizm, a więc dążenie do nieuchwytnego „naj” nie zawsze nam służy. Wiem, również z drogi którą przebyłam sama, że perfekcjonizm często ma zgubne skutki. Dla kogoś z zewnątrz może się wydawać, że jest tylko pozytywnym zjawiskiem, które pomaga dążyć do doskonałości, osiągać awanse i ambitne cele. Czasami słyszę, że to przecież dobrze być perfekcjonistą, bo dzięki temu mamy motywację do wielu działań i możemy osiągać mistrzostwo.  

Odnoszę jednak wrażenie, że rzadko zastanawiamy się nad tym jakie konsekwencje niesie ze sobą takie podejście. O ile perfekcjonizm w pracy w pewnych zawodach bywa przydatny, bo wiąże się z sumiennością, to w życiu codziennym często jest utrapieniem. Większość życiowych spraw wystarczy bowiem robić po prostu dobrze, bez poświęcania całej swoje energii. Potrafi skutecznie popsuć relacje z ludźmi, związki intymne i źle wpłynąć na samopoczucie. Sprawia, że w naszej głowie nieustannie siedzi mały krytyk, który podkopuje poczucie wartości. Każe nam wymagać coraz więcej od siebie i od innych i bardzo rzadko pozwala odczuwać satysfakcję ze swoich dokonań. Zawsze przecież znajdzie się w naszym otoczeniu ktoś, kto robi coś lepiej, szybciej osiągnął sukces, ma inteligentniejsze dzieci. Perfekcjonista mnoży listę „lepszych” od siebie, a jego droga do osiągnięcia „naj” zdaje się nie mieć mety. Czasem ciężko jest wyjść z tego błędnego myślenia, bo otaczająca nas rzeczywistość, kultura, media, pracodawcy, ustawiają nam poprzeczkę coraz wyżej. Rzadko porusza się temat zgubnych skutków dążenia do perfekcji we wszystkim co robimy. Nie zastanawiamy się nad kosztami, które przyjdzie nam ponosić za taką postawę. 

Świat stawia przed nami coraz wyższe wymagania. Często czytam albo słyszę, że ktoś jest w czymś perfekcyjny, robi coś perfekcyjnie – jako dowód uznania i podziwu. Wymagania otaczającej nas rzeczywistości to jedno, ale również my sami wymagamy od siebie niemożliwego. Nie doceniamy siebie i swoich małych sukcesów. Zawsze znajdziemy w swoim otoczeniu kogoś, kto według nas radzi sobie lepiej niż my. Więcej, dalej, lepiej… kręcimy się w kołowrotku naszego życia i boimy się zatrzymać. Chwila odpoczynku wymagałaby kontaktu z samym sobą i być może konfrontacji z pytaniem: ale po co ja to robię? Co tak naprawdę chcę osiągnąć i co jest dla mnie w życiu ważne? Wtedy mogłoby się okazać, że nie znamy odpowiedzi na te pytania; że robimy coś tylko dlatego, bo wydaje nam się, że powinniśmy, musimy, że ktoś tego od nas oczekuje. Zdaje się, że w świecie zewnętrznym dokładnie zostało określone co powinniśmy osiągnąć, aby zyskać uznanie. Intuicyjnie wiemy co oznacza tzw. sukces, co trzeba osiągnąć i posiadać. Szczególnie dotyczy to kobiet, które w domu rodzinnym słyszały częściej niż chłopcy jakie powinny być i jak się zachowywać. W dorosłym życiu często nie potrafią wyjść poza te schematy myślowe. Z drugiej strony chciałyby być idealnymi matkami, żonami i pracownikami. Co więcej, ich oczekiwania i cele są często wykluczają się wzajemnie albo są trudne do pogodzenia. Pragną wypełniać swoje role rodzinne i zawodowe na takim samym idealnym poziomie. Gdy okazuje się, że w którejś z tych sfer nie spełniają wygórowanych oczekiwań, które same sobie narzuciły, pojawia się w nich poczucie winy. Odczuwają wstyd gdy nie dorównują obecnym kanonom urody, że mają zmarszczki, dodatkowe kilogramy, starzeją się, mają problemy i gorsze dni. Wynika to zarówno z ich sprzecznych wymagań wobec siebie samych, jak i przekazu społecznego. Kobiety bowiem znacznie częściej niż mężczyźni są niezadowolone z siebie i zastanawiają się, co jeszcze mogłyby zrobić lepiej. 

Iluzję perfekcji dodatkowo podsycają media za sprawą zdjęć szczupłych modelek, wysportowanych sylwetek, przedstawiania związków jako relacji międzyludzkich pozbawionych problemów. Niby zdajemy sobie sprawę z tego, że zdjęcia modelek na okładkach przez wiele godzin były udoskonalane przez grafików; jednak presja wymagań i ograniczeń jest czasem silniejsza. Wpływają na nas kulturowe naciski na doskonałość w reklamach, filmach, prasie. To wszystko może w nas powodować frustrację i poczucie wstydu, gdy nie dorównujemy do standardów, do których rzekomo powinniśmy aspirować. Mam jednak wrażenie, że osoby popularne coraz częściej i bardziej otwarcie mówią o swoich słabych stronach, o cenie którą często przychodzi nam zapłacić za tzw. sukces. Można przeczytać i usłyszeć o depresji, wypaleniu zawodowym, samotności u szczytu kariery. Powstaje coraz więcej kampanii reklamowych, w których występują kobiety o realistycznych kształtach. Uważam, że to dobry kierunek, ponieważ pokazuje drugą stronę „kolorowego” życia. Zwraca uwagę na to, że jesteśmy ludźmi, mamy swoje niedoskonałości, wady i problemy. 

Często zadawane jest mi pytanie o to, w jaki sposób uwolnić się od zgubnego perfekcjonizmu? Jak odzyskać radość życia? Na początek postaraj się uświadomić sobie co tracisz przez swoje zachowania perfekcjonistyczne i po prostu odrobinę sobie odpuść. Daj sobie prawo do tego, żeby nie być idealną. Jeśli na początek wydaje Ci się to zbyt trudne to postaraj się nie być idealna zawsze i nie we wszystkich sferach. Może się okazać, że nikt nawet nie zauważy, że nie dałaś z siebie 100% energii, a zyskasz dodatkowy czas na coś co lubisz robić, co sprawia Ci przyjemność i wprawia w dobry nastrój. Zrób w tym tygodniu eksperyment: intencjonalnie popełnij jakiś mały błąd i uśmiechnij się sama do siebie. Pomyśl, że to w porządku i masz do tego prawo. Może ten uśmiech wróci do Ciebie w postaci uśmiechu Twojego dziecka, partnera albo koleżanki z pracy… 

Na podstawie: „Przekleństwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej”. Wydawnictwo: Warszawa, Egard/ Samo Sedno.

O książce:

„Przekleństwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej” to książka adresowana do wszystkich, którzy w swoim życiu odnajdują elementy zachowań perfekcjonistycznych. Jest to poradnik podpowiadający jak radzić sobie z perfekcjonizmem swoim, ale także z perfekcjonizmem osób z najbliższego otoczenia: w domu, w pracy, gdy perfekcjonistą jest nasz szef, pracownik, osoba bliska… Książka wyjaśnia w jaki sposób perfekcjonizm powstaje oraz wskazuje na szereg różnic pomiędzy perfekcjonizmem pozytywnym a tym, który nam nie służy. Podpowiada wiele cennych i praktycznych ćwiczeń i wskazuje metody radzenia sobie ze szkodliwą odmianą perfekcjonizmu. Poradnik wyjaśnia jak postrzegamy rzeczywistość, jakimi torami płyną nasze myśli i jak zapanować nad przekonaniami, które krzywdzą nas samych.

 

 

 

 

nie musisz być idealną,
żeby być piękną!

Ewelina Kopic

Ta strona używa Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania - politykę prywatności. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie. Zgadzam się