P.S. I love You, z cyklu Kinoterapia

Autor:
P.S. I love You, z cyklu Kinoterapia

Gerard mówi kocham Cię! To propozycja, która w czasach chmurnych, kiedy dzień zbyt krótki,  ma podziałać jak kubek ciepłego kakao i trochę nas ogrzać w oczekiwaniu na lepsze, bardziej słoneczne miesiące. Choć początek filmu pozytywnej i lekkostrawnej komedii romantycznej nie zapowiada....

 Zaczyna się jak u Hitchocka, bo od trzęsienia ziemi: główny bohater romansu, mimo młodego wieku bardzo szybko żegna się z życiem pozostawiając z tą bolesną świadomością  załamaną wdowę. Ten pomysł jak na komedię romantyczną wydaje się abstrakcyjny, bo zażywając filmową pigułkę szczęścia nie chcemy dotykać spraw ostatecznych i  mierzyć się z tym co nieuchronne, a poza tym skoro w rolę amanta wciela się miły dla oka Gerard Butler pragniemy go oglądać przez cały seans , a nie mówić mu „do widzenia ” już samym początku opowieści. Na szczęście przykre niespodzianki fundowane przez twórców na tym wydarzeniu się kończą, a szkocki aktor, który porzucił karierę w adwokackiej palestrze na rzecz Hollywood, tak szybo z filmu nie zniknie. Butler gra spontanicznego lekkoducha, tworzącego burzliwy i pełen sprzeczności związek małżeński z poukładaną i pragmatyczną  Hillary Swank, która ma nadzieję, że uroczy dzieciak mieszkający w jej mężczyźnie w końcu dorośnie. Niestety wredny los na to nie pozwala, pozbawiając główną bohaterkę drugiej połowy i wpędzając ją w depresję. Terapeutą i przewodnikiem, który pomaga młodej wdowie przejść przez ten trudny czas jest…zmarły mąż. Znający tęsknoty, obawy i słabe strony ukochanej, zostawia jej listy ze wskazówkami, a właściwie zaleceniami jak  uporządkować i zorganizować życie  bez tej najważniejszej osoby, z którą do niedawna dzieliło się łózko, stół i marzenia. Każda przesyłka zakończona jest tytułowym P.S. I love you! Choć w świecie realnym to proces długotrwały i bolesny, w tym filmowym, przebiega płynnie i szybko i zmierza do obowiązkowego w komedii romantycznej happy endu. I dobrze, bo nie o  psychologicznym studium wychodzenia z traumy traktuje ta opowieść, a odejście przystojnego małżonka trzeba traktować jako metaforę.   Bez względu na to jak bardzo nam na kimś zależy i jak silna nas łączy z drugą osobą więź,  na kilka najważniejszych pytań dotyczących siebie, swoich oczekiwań, przyszłości, musimy odpowiedzieć  samodzielnie. Paradoksalnie życiowy zakręt i wytrącenie z wygodnego i przewidywalnego toru, którym dotąd podążaliśmy, może nam pomóc w znalezieniu odpowiedzi. W filmie takim momentem kluczowym jest utrata bliskiej osoby pokazana w sensie dosłownym, ale w praktyce może to być rozstanie, przeprowadzka, zmiana pracy, będące niełatwym testem na naszą dojrzałość,  otwartość, ciekawość świata i drugiego człowieka. Mam nadzieję, że ta recenzja nie zniechęci jednak ortodoksyjnych wyznawców komedii romantycznych, bo wszystkie jej składniki zmieszane są tu we właściwych proporcjach: jest iskrzący romans, przystojni faceci, epicko piękna Irlandia, wyraziste postaci dzielnie wspierające główną bohaterkę ze świetną jak zawsze Kathy Bates, zabawne dialogi, a refleksja to ewentualna wartość dodana do dobrej zabawy.

 

P.S. Ze specjalną dedykacją dla autorki portalu Eweliny Kopic 

 

nie musisz być idealną,
żeby być piękną!

Ewelina Kopic

Ta strona używa Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania - politykę prywatności. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie. Zgadzam się