"Body/ciało" Małgorzaty Szumowskiej, z cyklu Kinoterapia

Autor:
"Body/ciało" Małgorzaty Szumowskiej, z cyklu Kinoterapia

„Wszystko zjesz, jak dobrze popieprzysz!”

Czasem, kiedy jesteśmy w kiepskiej formie i  czujemy, że prawdziwa wielka smuta dopiero nadciąga, kusi nas, aby pożywić się kinem lekkostrawnym o minimalnej wartości odżywczej. Myślimy, że skomplikowana filmowa opowieść, która na dłużej zamieszka nam się w głowie, nie jest najlepszym rozwiązaniem na trudny czas.

Może jednak warto zaryzykować, bo mądrze zrobione kino, mówiące o sprawach ostatecznych, które także nas dotyczą, choć coraz częściej próbujemy udawać, że tak nie jest, nie będzie tylko środkiem doraźnym, ale skłoni nas do głębszej refleksji i wrócimy z tej filmowej podróży spokojniejsi  i z większym dystansem do siebie i tego co wokół. Poza tym jak mówi rosyjskie przysłowie: Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! 

Wybaczcie ten trochę przydługawy wstęp, ale chcę napisać o filmie, który na pozór nie pasuje do kinoterapeutycznego cyklu, wiec chciałam na dzień dobry wytłumaczyć, skąd pomysł, aby zajęć się obrazem „ Body/ciało”  Małgorzaty Szumowskiej, który od kilku tygodni można oglądać w naszych kinach. Ten polsko – angielski tytuł dobrze oddaje wątpliwości i dwoistość z jaką podchodzimy do samych siebie:  jesteśmy jednocześnie ciałem, ale i poszukującą, myślącą i tworzącą istotą duchową, dla której  to ciało jest narzędziem, ale i naturalną opozycją do sfery niematerialnej. To stara się zilustrować reżyserka przedstawiając swoich bohaterów i opisując relacje między nimi. 

Anna, bohaterka Mai Ostaszewska występuje w przebraniu łagodnie uśmiechającej się                   i ostentacyjnie ignorującej modowe wytyczne bibliotekarki, która o potrzeby innych troszczy się bardziej niż o siebie, a jej jedynym towarzyszem i psem przewodnikiem jest wielki,  dobrotliwy dog. Jest  terapeutką, która przekonuje grupę anorektyczek, że warto siebie polubić i zaakceptować, a nie ciągle karać. Ponadto Anna, niczym małoletni bohater „Szóstego zmysłu” Shyamalana powtarza „I see dead people”, choć nie każdy jej wierzy. Jej oponentem jest  Janusz Gajos, zmęczony sobą i światem, którego jest częścią, prokurator,  mechanicznie zaliczający kolejny dzień . To świadomy wybór                    i  zamiana intensywności przeżyć na funkcjonowanie, by nie ryzykować kolejnego bólu i straty. W jednej ze scen pan prokurator dokonuje oględzin miejsca okrutnej, budzącej sprzeciw zbrodni, a po zakończeniu pracy udaje się do jadłodajni i zamawia flaczki. Polski specjał, który ma tyle samo entuzjastów, co przeciwników, obficie przyprawia mówiąc: wszystko da się zjeść, jak się dobrze popieprzy! Pan prokurator pieprzy obficie i dzięki temu jest w stanie co rano zmobilizować się, by otworzyć oczy, a swojemu nieopierzonemu asystentowi, który z przerażeniem i niedowierzaniem przygląda się kolejnej tragedii, mówi: Taki jest nasz zawód. Koniec. Córką Janusza Gajosa jest Justyna Suwała, która jest naturszczykiem, a na plan filmu Szumowskiej trafiła przypadkiem. Jej Ola jest przerażonym częściowo  osieroconym  pisklęciem, któremu tak bardzo niewygodnie we własnym ciele, że próbuje doprowadzić je do całkowitej destrukcji, a winą za to nieprzystosowanie i zbyt wczesne odejście matki obarcza ojca. W jednej ze scen pracownica szpitala, do którego trafia wychudzona dziewczyna, krzyczy do niej poirytowana: - Nie wyjdzie stąd, póki nie zje. To  scena znacząca, pozornie jedna z wielu w linearnym ciągu pchającym filmową opowieść do mety, a tak naprawdę podsuwająca kod do namalowanej obrazem historii i podpowiadająca jak odnaleźć w nim fragment swojej własnej. Każdy z nas musi dokonać konsumpcji, bo drugi raz do tego stołu nie zaproszą nas wcale. Takich filmowych metafor w filmie „Body/ciało” jest mnóstwo i warto wybrać się do kina, by je odnaleźć, a po zakończeniu seansu móc z kimś o tym porozmawiać. 

P.S. Małgorzata Szumowska opowiadając  w wywiadach o swoim najnowszym filmowym dziecku, podkreślała, że z wiekiem nabiera coraz większego dystansu do spraw ostatecznych i potrafi o nich mówić nie śmiertelnie poważnie, ale  z poczuciem humoru. Ta sztuka tak bardzo spodobała się na Festiwalu Filmowym w Berlinie, że Polka otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszą reżyserię. To chyba niezła rekomendacja 

 

 

 

nie musisz być idealną,
żeby być piękną!

Ewelina Kopic

Ta strona używa Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania - politykę prywatności. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie. Zgadzam się