Z pamiętnika kobiety próżnej...

Autor:
Photo credit: Frédéric Glorieux / Foter / CC BY-SA Photo credit: Frédéric Glorieux / Foter / CC BY-SA

"Problemy" kobiety na skraju "załamania nerwowego"... 

Od rana życie grało ze mną znaczonymi kartami. Obudziłam się nieco sflaczała, gdyż wczoraj do późnych godzin nocnych bawiłam się w najmodniejszych klubach stolicy.

Nie jest to wcale takie łatwe jak się wydaje, ponieważ najmodniejszość klubów to chimeryczna pani i bywa, że w czasie wieczoru trzeba szybko opuścić lokal, ponieważ właśnie przestał być najmodniejszy. Istne szaleństwo. Ktoś powinien coś z tym zrobić, bo człowiek obcasy może połamać, a jak nie daj Bóg oznaczy się nie tam gdzie powinien, a wtedy wstyd i towarzyski ostracyzm murowane. Na szczęście wczorajszy wieczór można zaliczyć do udanych. Nie dość, że dostałam 763 lajki na Instagramie, to jeszcze poznałam przystojnego mężczyznę o karmelowej karnacji. Ma się odezwać w przyszłym tygodniu w sprawie jakiejś wycieczki do ciepłych krajów. Jakieś emiraty chyba. Najwyższy czas. Ganiając po tym wygwizdowie chyba przeziębiłam sobie pęcherz. Jolka to cwana, kurtkę założyła za tyłek i mądrzy się, że nie podwiewa. Ale za to jak wygląda? Nie to co ja, białe bolerko z lisa prima sort, nie jakieś haemy, tylko markowe. Dziś włożyłam kurtałkę pikowaną. Może jeszcze nie pora na nią, ale w połączeniu ze srebrną kopertówką, wyglądam jak milion dolarów. Na szczęście dziś niedziela, miałam więc całe 5 godzin, żeby zrobić się na bóstwo, przed pójściem na siłownię, do kosmetyczki i spotkaniem z psiapsiółkami. I wtedy spotkał mnie pierwszy zawód. Najpierw nigdzie nie mogłam znaleźć moich okularów od Dolce&Gabana a później okazało się, że na jednym z tipsów widnieje rysa. To popsuło mi humor definitywnie i to na cały dzień. Przybita i zrezygnowana skierowałam swoje kroki do kawiarni. Zamówiłam klasyczne cafee latee machiato frappe z odtłuszczonym mlekiem sojowym, ale okazało się, że podali mi ze zwykłym, śmierdzącym mlekiem od krowy! Hello! Czy ja nie powiedziałam wyraźnie "odtłuszczonym sojowym"? Czy ja wyglądam na kogoś, kto pije mleko od brudnej zwierzyny latającej po polach? Co za ignorancja. W jakim kraju my żyjemy? Poziom zdenerwowania wzrastał we mnie szybciej niż wysokość długu publicznego. Ale to nie był koniec moich kłopotów. A nawet ich środek. Gdy po siłowni i kosmetyczce dotarłam w końcu do restauracji, okazało się, że nie ma miejsc, bo żadna z nas nie zarezerwowała, myśląc, że zrobi to któraś z pozostałych. I tak wstyd, musiałyśmy zadowolić się pójściem do lokalu, który nie był nawet w pierwszej piątce miejsc, najczęściej odwiedzanych przez celebrytów. Na tym etapie miałam już prawie łzy w oczach, ale trzymałam się dzielnie w obawie o zrujnowanie pieczołowicie nałożonego makijażu. Co prawda na opakowaniu napisali, że jest wodoodporny, ale nie można wziąć tego za pewnik. Nie ufam żadnemu produktowi, który kosztuje mniej niż szpilki od Michaela Corsa. Nigdy więcej nie dam się skusić na taniochę, choćby Baśka przysięgała, że to fest jakość i nikt nie zauważy różnicy. Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Gdy wróciłam do apartamentu, po całym dniu latania, opadłam ledwo żywa na kanapę. Musiałam być naprawdę zmęczona, ponieważ na chwilę zmorzył mnie sen. I przyśnił mi się pałac wielki na pustyni, do którego zawiozła mnie długa limuzyna, w której nieśpiesznie sączyłam szampana Cristal. Gdy majestatycznie zajechała pod wejście główne, drzwi się otworzyły i lokaj w białej liberii podał mi dłoń, bym wysiadła. Zrobiłam to z gracją księżniczki Monako i wtedy zauważyłam, że jestem ubrana w tę samą sukienkę, którą już raz miałam na imprezie kilka miesięcy temu. Panika zalała mnie od czubka głowy aż po zadbane i pomalowane paznokcie stóp. Cóż za wstyd! Ale może nikt nie zauważy -  modliłam się w duchu. Szłam nieco już mniej pewnie przez sale pałacowe i po chwili stanęłam pod salą balową. Wrota roztwarły się i wkroczyłam do środka na spotkanie mojego przeznaczenia. A w środku, wśród znamienitych gości stała Zośka w takiej samej jak ja sukience... Obudziłam się z krzykiem. Moje życie to piekło...

nie musisz być idealną,
żeby być piękną!

Ewelina Kopic

Ta strona używa Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania - politykę prywatności. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie. Zgadzam się